niedziela, 6 lutego 2011

Portal społeczno...piwny

Przyznaję się bez bicia: wstyd. Wakacje się skończyły, rok też, nawet ferie zimowe tu i ówdzie dobiegły końca. Czas pędzi jak szalony a Piwny Przewodnik nie dotrzymuje mu tempa. Proza życia czy przejściowy spadek blogowej formy? Mam nadzieję, że to drugie.

Co zrobić, kiedy w natłoku codziennych obowiązków, nie ma czasu nawet spokojnie napić się piwa, nie mówiąc o jego uwarzeniu czy przeczesywaniu sieci w poszukiwaniu piwnych nowości? Wystarczy zajrzeć na portal społecznościowy. Facebook, bo o nim mowa, pozwala nie tylko być na bieżąco z informacjami z piwnego świata, kontaktować się z osobami dzielącymi piwną pasję, poszerzać swoją wiedzę ale nawet...uwarzyć wirtualne piwo, wcielając się w postać właściciela browaru w grze Happy Brewery. Ta zabawa naprawdę wciąga - i mówię to z perspektywy osoby dotychczas odpornej na wszelkie facebook'owe farmy, mafie, akwaria i inne wynalazki. Oprócz zostania e-królem piwa, na portalu można znaleźć wiele stron o piwnej tematyce, w tym strony organizacji, osób czy firm które znacie z Piwnego Przewodnika. Piwo, piwoznawcy.pl, Festiwal Birofilia, browary i poszczególne marki piwa, strona dla miłośników piw belgijskich...wystarczy wpisać odpowiednie hasło w wyszukiwarkę. Funkcjonują też grupy tematyczne - ot chociażby, żeby nie szukać daleko, grupa Piwny Przewodnik. Aktualizacje informacji ze wszystkich tych miejsc można otrzymywać prosto na swoją stronę główną. Problem zaczyna się dopiero w momencie, kiedy ilość źródeł powoduje, że po zalogowaniu czeka kilkaset nowości do przejrzenia.

Ale wtedy zawsze można stwierdzić, że jednak mniej czasu zabierze wysłanie wiadomości do znajomych i umówienie się na spotkanie przy nie-wirtualnym kufelku ;)

niedziela, 29 sierpnia 2010

Czeski film

Tak sobie pomyślałem, że kończą się pierwsze wakacje w "życiu" Piwnego Przewodnika, a nie pojawiła się w nim jeszcze żadna rekomendacja urlopowo-piwno-wyjazdowa. Niniejszym nadrabiam to karygodne zaniedbanie i z myślą o tych szczęśliwcach, którzy wakacyjne wojaże mają jeszcze przed sobą, proponuję wyprawę do stolicy kraju, który z piwem kojarzy się od zawsze. W dodatku od ubiegłego roku dzierży moją osobistą, subiektywną palmę pierwszeństwa w kategorii "najlepsze piwo pszeniczne" (które to piwo z kolei nierozerwalnie łączy się ze zwiększonym letnim zapotrzebowaniem na orzeźwienie). I, co ciekawe, nie są to Niemcy - chociaż nie wykluczam, że to właśnie w ojczyźnie stylu Hefe-Weizen odkryję kiedyś nowego lidera mojego rankingu. Tymczasem zapraszam do Klasztornego Browaru Strahov w Pradze.

Górujący nad stolicą Czech zamek na Hradczanach kojarzy chyba każdy, kto choć raz był w tym pięknym mieście. Położony na jednym ze wzgórz nad Wełtawą przyciąga tłumy turystów, którzy wspinają się krętymi uliczkami żeby obejrzeć zmianę warty, zwiedzić pałacowe wnętrza, Katedrę św. Wita, Złotą Uliczkę, któryś z kościołów albo po prostu spojrzeć na wspaniałą panoramę miasta. Jednak z piwnego punktu widzenia warto - idąc od Mostu Karola - wspiąć się trochę wyżej, zostawiając zamek i katedrę po prawej i dojść do Strahowskiego Klasztoru. Nie trzeba zresztą wybierać tak forsownej drogi - można też na przykład dojechać do niego tzw. Lanovką, podziwiając po drodze widoki. Tak czy inaczej, trud wyprawy zostanie wynagrodzony - urokliwością samego klasztoru i położonego wokół niego terenu oraz doskonałym piwem, którego po trudach zwiedzania można napić się w minibrowarze Klášterní pivovar Strahov. Ten niewielki browarek restauracyjny ma w stałej ofercie dwa rodzaje piwa - urzekające pięknym bursztynowym kolorem i rewelacyjnym smakiem Svatý Norbert Jantarové i kuszące efektowną pianą, bardzo dobre Svatý Norbert Tmavé. Jednak tym, co rok temu absolutnie rozłożyło mnie na łopatki, jest warzony i serwowany w okresie letnim (od 6 czerwca, czyli dnia Świętego Norberta) Svatý Norbert Weizen. Cudownie chłodny, idealnie mętny z piękną czapą gęstej piany, po pierwszym łyku wprawił moje wymagające kubki smakowe w błogostan. Kto wie, czy to nie zemsta Czechów za historyczne zaszłości z Niemcami. Gdyby wiedzieli, że pewnego dnia w Pradze będzie warzony lepszy Weizen niż w Monachium, pewnie jeszcze raz zastanowili by się przed aneksją Czechosłowacji.

No cóż, rozmarzyłem się na samo wspomnienie. Z kronikarskiego obowiązku należy wspomnieć, że pysznego strahovskiego piwa można się napić w mniejszej, pubowej części minibrowaru lub większej restauracyjnej, a latem także w ogródku. W każdym z tych miejsc można też zjeść dania z oferty kuchni, na ten przykład pieczoną gęś z knedlikami. Z sezonowych piw browar warzy jeszcze wielkanocnego Pilsnera, jesiennego Bocka i bożonarodzeniowego Doppelbocka, a w kwietniu tego roku po raz pierwszy z nalewaków popłynęło India Pale Ale - czyli mam jeszcze co najmniej cztery powody, żeby wracać do Pragi. A dowodem na to, że nie tylko ja cenię sobie ten browar, jest plebiscyt czeskiego portalu pratelepiva.cz, w którym zajął rok temu drugie, a dwa lata temu pierwsze miejsce w kategorii minibrowar roku.

Odkąd odkryłem Klášterní pivovar Strahov, czyli od prawie czterech lat, jest to zawsze obowiązkowy punkt pobytu w czeskiej stolicy. I nie sugeruję, broń Święty Gambrinusie, że to jedyne warte odwiedzenia miejsce na bogatej piwnej mapie Pragi. Ale przeoczyć je było by poważnym zaniedbaniem.

środa, 11 sierpnia 2010

Spontanicznie i owocowo

Ręka do góry, kto wyobraża sobie przeżycie sześciu miesięcy bez piwa. Nikt? No właśnie. Prawie półroczna przerwa w działalności Piwnego Przewodnika nie oznaczała - uchowaj Święty Gambrinusie! - wielkiego piwnego postu czy innego kataklizmu; najzwyczajniej w świecie okoliczności życiowe wymogły na mnie poświęcenie większej ilości czasu i uwagi sprawom pozablogowym. Niniejszym ogłaszam comeback i dobre wiadomości na dobry (nowy) początek.

Sklepy internetowe nie są na tym blogu nowym tematem. Wspominałem już zarówno o tych, w których można kupić piwo, jak i o tych związanych z piwowarstwem. A co powiecie na sklep, który wychodzi z cyberprzestrzeni na ulicę i serwuje na niej doskonałe belgijskie lambiki z beczki? W dodatku rzecz się dzieje w Polsce, a konkretnie w Gdańsku na Jarmarku Dominikańskim. Niesamowite? Przynajmniej na tyle, że warto dla tej informacji reaktywować pewnego bloga ;)

SmakPiwa.pl to warszawska firma będąca importerem belgijskich piw, w tym wyłącznym dystrybutorem lambików z browaru Lindemans, który na pewno doczeka się tu osobnej notki. A czym jest lambik? Jest to piwo spontanicznej fermentacji, powstające tylko w jednym regionie geograficznym na świecie - w Belgii (gdzieżby indziej?), na południowy-zachód od Brukseli. Wyjątkowość tamtych okolic polega na występowaniu specyficznych szczepów dzikich drożdży, a o wyjątkowości procesu produkcji lambików decyduje pozwolenie tej lokalnej mikroflorze (czyli drożdżom do spółki z bakteriami) na "zakażenie" stygnącej w otwartych kadziach brzeczki, która następnie fermentuje, najlepiej w dębowych beczkach. Jeżeli tak otrzymane piwo poddamy procesowi leżakowania i dojrzewania, otrzymamy lambic - wytrawne piwo o kwaskowatym posmaku. Mieszając lambiki krócej dojrzewające ze starszymi dostaniemy gueuze. Ale prawdziwe cuda dzieją się za sprawą cukru kandyzowanego i owoców. Lambik dosłodzony kandyzowanym cukrem staje się faro. Wiśnie lub maliny dodane do lambika na etapie cichej fermentacji sprawiają, że końcowym produktem jest kriek lub framboise. Użycie innych owoców bądź soków owocowych daje w efekcie piwa brzoskwiniowe, jabłkowe czy o smaku czarnej porzeczki. Lekkie, orzeźwiające, kolorowe, niektóre z winnymi posmakami (zresztą, czytałem gdzieś o wykorzystaniu beczek po porto i sherry do leżakowania lambików), serwowane w odpowiednio niskiej temperaturze - są po prostu rewelacyjne.

Promowania sprzedawanych przez siebie piw SmakPiwa.pl nie ogranicza tylko do Gdańska - w czerwcu byli we Wrocławiu, od jutra uczestniczą w Festiwalu Dobrego Smaku w Poznaniu a pod koniec sierpnia będzie można ich spotkać na Chmielakach w Krasnymstawie. Jeżeli ktoś nie będzie miał okazji pojawić się w żadnym z tych miejsc, pozostaje zakupić przez internet kilka próbek do degustacji. Można też spróbować upichcić jedną z potraw z dodatkiem piwa według przepisów zamieszczonych na stronie sklepu. Naprawdę warto - choćby po to, żeby przekonać się, że piwo i owoce mogą pasować do siebie nadspodziewanie dobrze.

środa, 24 marca 2010

Piwny sommelier

Portal internetowy jako łącznik pomiędzy dystrybutorami piwa i konsumentami? Proszę bardzo: GreatBrewers.com to dość rozbudowana platforma, która jest działającym i zbierającym nagrody efektem takiego pomysłu. Co ciekawe, nikt tu nikomu nie próbuje wciskać, że piwo warzy się z chmielu, albo że wystarczy żółty kolor i bąbelki żeby napój można było okrzyknąć prawdopodobnie najlepszym na świecie. Wręcz przeciwnie: użytkownik po rejestracji jest zachęcany w pierwszej kolejności do zdobywania wiedzy, odkrywania swoich ulubionych piwnych smaków i dopiero na tym stopniu wtajemniczenia do korzystania z katalogu piw i wyszukiwarki miejsc, w których można je kupić. No i oczywiście do dzielenia się swoimi wrażeniami na forum, komentowania blogów, zarządzania listami ulubionych. Ameryka, dosłownie i w przenośni.
No cóż, takich połączeń marketingu i piwnej kultury pewnie jeszcze długo w polskim internecie nie znajdziemy. Ale zamiast ubolewać nad tym faktem, można spróbować pobawić się zasobami GreatBrewers. Oczywiście, jeżeli ktoś ma chęć i zdolności lingwistyczne, może zagłębić się w zasoby forum, blogów czy charakterystyk stylów piwa. Tym razem jednak polecam narzędzie, z którym nie zetknąłem się na żadnej innej stronie, a które w prosty i atrakcyjny wizualnie sposób pozwala zgłębić temat połączeń piwno - kulinarnych. Wystarczy wybrać główny składnik, następnie danie - a piwny e-sommelier zaprezentuje nam listę pasujących do niego stylów piwa. Do każdego stylu - przykłady. A jeżeli mieszkamy w Stanach, możemy od razu poszukać najbliższego miejsca, w którym w owe przykłady możemy się zaopatrzyć. Ale przyznajmy szczerze - samo odkrycie, że do jajecznicy możemy napić się bière blanche, a do tiramisu pasuje owocowy lambic to niezła ciekawostka i krok naprzód w piwnej edukacji. Życzę wszystkim udanych i owocnych eksperymentów!

wtorek, 2 marca 2010

Po sąsiedzku - antyprzewodnik

Jaki jest czasem problem ze smakoszami, hobbystami, znawcami, fanami i fanatykami, piwnymi i nie tylko? Przesadna fachowość, święty zapał, specjalistyczne słownictwo i przekonanie o własnej słuszności i nieomylności. Wystarczy prześledzić kilka wątków na forach dyskusyjnych albo zagadnąć kogoś mocno zainteresowanego jakimś zagadnieniem. Sam czasem łapię się na tym, że wypowiadając się na piwne tematy, uderzam w zbyt poważny ton. Dlatego dzisiaj, dla równowagi, strona z mocnym przymrużeniem oka.
O autorze (autorach?) bloga "Beerhole" wiadomo niewiele. Sama strona nie powala ani wykonaniem, ani kolorystyką, ani funkcjonalnością. Powala za to ciętym ostrzem szydery skierowanym w piwopodobne napitki rodem z hipermarketowych półek. Szydera ta jest podparta rzetelnym procesem badawczym, bo każdy opisany napitek ewidentnie został spożyty (sądząc po mnogości "cycatów", nawet w szerszym gronie - czyżby panel degustacyjny?;). Walory poznawcze, humorystyczne, a miejscami nawet literackie, każą mi trzymać kciuki za przyszłość i rozwój Beerhole. Uniknięcie poważnego błędu konsumenckiego dzięki lekturze - bezcenne!

piątek, 5 lutego 2010

Manifest

Znających ten stary dowcip uspokajam: nie będzie o tym, że Mani coś fest rośnie (i kto wie, czy przypadkiem nie od piwa). Bo jeżeli coś przy okazji tego wydarzenia się zwiększa, to tylko radość i duma. A jeżeli obniżyć trochę wrodzony poziom sceptycyzmu, to może nawet i nadzieje.
Grupa piwowarów domowych (i jednocześnie propagatorów tego hobby), zainspirowana powstałym za oceanem spotem 'I Am a Home Brewer' (do obejrzenia na youtube), postanowiła stworzyć jego rodzimą wersję i pokazać światu o co w domowym warzeniu piwa chodzi. Opowiedzieć, czym jest dla nich piwo, dlaczego się nim pasjonują i dlaczego nie satysfakcjonują ich produkty proponowane przez firmy kontrolujące 95% piwnego rynku w Polsce. Zasygnalizować, że można inaczej, lepiej, bardziej różnorodnie. Zachęcić innych, żeby spróbowali uwarzyć swoje własne piwo. Jednym słowem - stworzyli manifest, który może zrobić kawał dobrej roboty na rzecz krzewienia kultury piwnej w naszym kraju. Dzisiaj ma swoją premierę. Miłego oglądania! I pamiętajcie - to wciąga ;)

niedziela, 31 stycznia 2010

Piwna Planeta

Adresów internetowych sklepów z piwem i piwnymi gadżetami mam w folderze "Ulubione" kilka. Właściwie pełnią rolę ciekawostek, bo w żadnym z nich jeszcze nie robiłem zakupów. Lubię je czasem poprzeglądać, "zachorować" na T-shirta Chimay (sklep, nie wiedzieć czemu, mieszczący się w Stanach) albo na dwunastkę z Westvleteren (pomijając cenę, powstrzymuje mnie wizja kaca moralnego - w końcu braciszkowie nie życzą sobie, żeby ich piwo odsprzedawać). Lubię mieć świadomość, że internet i karta kredytowa sprawiają, że świat się kurczy, a specjały z jego najdalszych zakątków są na wyciągnięcie...myszki.
Dosłownie dzisiaj znalazłem w sieci namiary na sklep, który chyba jednak skusi mnie swoją piwną ofertą. Po pierwsze, mieści się w Belgii i sprzedaje piwa produkowane w tym kraju (jeżeli komuś wydaje się to oczywiste, to zaręczam, że o wiele łatwiej znaleźć amerykańskie czy brytyjskie strony wyspecjalizowane w sprzedaży belgijskich piw). Po drugie, nie jest tworem wirtualnym - posiada jak najbardziej fizyczną siedzibę w Brukseli, sklep Beer Planet, w którym można zrobić zakupy w sposób tradycyjny. Wreszcie - oferta. Pobieżnie licząc, sporo ponad 1000 różnych piw, podzielonych na ponad 30 kategorii. Last but not least, ceny. Owszem, trzeba zapłacić drożej, niż w belgijskich supermarketach, ale nie kilka razy więcej, jak w niektórych innych e-sklepach; największe przebicia jakie udało mi się wytropić wynoszą kilka euro, proporcjonalnie do przedziału cenowego danego asortymentu. Do tego promocje (Westvleteren gratis do 15 zakupionych butelek - jeżeli uwzględnić, że najtańsze piwa kosztują ok. 2 euro, za 15 butelek zapłacimy kwotę, której inne sklepy potrafią żądać za tenże gratis, sprzedając go w dodatku nieuczciwie). Czyli: rewelacyjny wybór za stosunkowo rozsądną cenę, zwłaszcza jeżeli wziąć pod uwagę, że zamówienie można złożyć z własnej kanapy i zostanie ono dostarczone pod drzwi. Jedyny minus jest taki, że brak na stronie danych na temat kosztów przesyłki. W oczekiwaniu na uzupełnienie tej informacji można poczytać piwne newsy i przejrzeć bazę przepisów kulinarnych (w tym deserów - tak, Belgowie nawet do tego wykorzystują swój narodowy napój!) opartych na piwie. Albo napisać maila z pytaniem o koszty i regulamin, jeżeli ktoś się nie może doczekać. Mnie już korci...